Blog > Komentarze do wpisu
Rozwód

W ramach doskonalenia umiejętności pracy z ludźmi i pomagania im w      trudnych życiowo sytuacjach, wybrałam się na szkolenie pt "praca z dzieckiem i rodziną w sytuacji rozwodu". Szkolenie wzbogaciło moją wiedzę i umiejętności i napewno przyda mi się w pracy. Wpłynęło też na moje myśli poza pracą - zaczęłam rozglądać się po znajomych i zastanawiać:  dlaczego ludzie się rozwodzą?

Patrzę na niektóre pary, które są w chronicznym kryzysie i biją się z myślami o rozwodzie, chociaż jakaś część ich samych wcale tego nie chce. I widzę, że nierzadko kłopot polega na tym, że nie umieją się porozumieć. Nie umieją przekazać drugiej osobie swoich potrzeb. Nie umieją wysłuchać, jakie są potrzeby partnera. I narastają w nich pretensje za te niespełnione pragnienia i niezaspokojone potrzeby. A mnie coś aż ściska w żołądku, gdy myślę sobie, że czasem wystarczyłoby im kilka narzędzi - sposobów komunikowania się, żęby przekazać drugiej osobie ważne treści (pomijam tu oczywiście sytuację ewidentnego nie wywiązania się z przysięgi jednego z małżonków). Ale wizyta u psychologa, który mógłby ich tego nauczyć, wydaje im się ostatecznością - przyznaniem się do porażki, czego za wszelką cenę starają się uniknąć. I, paradoksalnie, to właśnie prowadzi ich do tej porażki - do sytuacji, w której już kompletnie nie potrafią sobie przekazać nawet najprostszych treści, w której czują się zagubieni, rozżaleni, zawiedzeni. W której czują, że nie zdali egzaminu z miłości, z małżeństwa. A może wystarczyło pójść na "korki"?

niedziela, 28 listopada 2010, kompasosobisty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/15 17:57:14
To ja skomentuję. Mnie też ostatnio coraz częściej mi się rzuca w oczy, że ludzie mają problemy z porozumiewaniem się, co jest przyczyną konfliktów, które czasem tak się nasiląją, doprowadzając do kryzysów i rozstania.
Rzeczywiście, czasem wystarczyłoby kilka narzędzi, umiejętność komunikacji. Problem w tym, że my to wiemy, ale takie osoby chyba nie zawsze zdają sobie sprawę, że problem tkwi w sposobie porozumiewania i wcale nie tak trudno byłoby to zmienić. Wizyty u psychologa ciągle są postrzegane jak ostateczność, do którego idzie się w przypadku naprawdę wielkich problemów czy "braku normalności", a nie jako coś oczywistego, tak jak np. lekarz. Wielu osobom zwyczajnie nie przyjdzie do głowy, że aby rozwiązać problemy w relacji mogliby iść do psychologa, mam wrażenie, że niektórzy nie wiedzą, że psycholog rozwiązuje też takie problemy, nie mają też świadomości, że mogliby zapisać się np. na jakiś warsztat komunikacji interpersonalnej, który w niektórych wypadkach mam wrażenie, że mógłby dużo pomóc.
-
2010/12/15 20:21:20
witaj, e.milia. dzięki za komentarz, jest dla mnie bardzo cenny. napisałaś coś, co mnie uderzyło, bo spojrzałaś na problem ze strony, z której ja wcześniej nie patrzyłam. bo, o ile załamuję ręce nad obrazem psychologa jako tego od "czubków", o tyle nie myślałam, że ludzie, jak napisałaś, nie wiedzą, że psycholog pomaga rozwiązywać też takie problemy i uczy np. komunikacji. po prostu nie wiedzą. przecież tu by się przydała co najmniej jakaś szeroko zakrojona kampania społeczna!
-
2010/12/16 10:11:35
Witaj :)
No właśnie, ja mam wrażenie, że problem leży nie tylko w tym postrzeganiu, że psycholog jest "od czubków", jak napisałaś, ale jak rozmawiam czasem z ludźmi, którzy mają jakieś problemy, chociażby z komunikacją, to dla mnie - psychologa jest oczywiste, że można wówczas iść do psychologa, na terapię czy warsztat czy cokolwiek, żeby sobie pomóc, podczas gdy im zwyczajnie nie przychodzi to do głowy. Pomijając sam opór w stylu "ja do psychologa- nieeee, nie jest ze mną aż tak źle", to zwyczajnie nie dostrzegają takiej możliwości, nawet nie widzą, że to jest problem, w którym mógłby pomóc psycholog. Chociaż może w gruncie rzeczy chodzi o to samo, bo jeśli ktoś uważa psychologa za specjalistę od "cieżkich przypadków", to siłą rzeczy nie skojarzy, że sam może zgłosić się do niego po pomoc. Tak czy inaczej - kampania społeczna byłaby wskazana!
-
2011/02/17 05:38:50
Korki czasami w takich sytuacjach nie wystarczą. Ja byłem na korkach z moją żoną i co z tego, w centrum kryzysowym było ok w momencie kiedy skończyliśmy 10 sesji znowu się zepsuło. A ja bije się z myślami co dalej będzie. Mój Syn już ma 4 latka a ja nie chce kończyć związku ze względu na niego. Kocham Moją żonę, ale nadajemy na innych falach mamy inne potrzeby. Dla mnie najważniejsza jest rodzina dla niej praca. (chociaż mówi inaczej). Kończąc moją wypowiedz. Korki ok ale czasami to strata czasu i pieniędzy, bo nawet najlepszy psycholog nie pomoże parze, która nie potrafi poznać do końca swoich potrzeb.