Blog > Komentarze do wpisu
I po co mi to? Czyil dzwoniąc po pomoc.

Muszę podzielić się opowieścią o sytuacji, która spotkała mnie wczoraj, bo wywołała we mnie bardzo silne emocje. Otóż wracałam do domu samochodem z moim dwuletnim synem, który był już zmęczony i śpiący. Jadąc dość ruchliwą ulicą zobaczyłam na trawniku leżącego mężczyznę, wyglądał na półprzytomnego, jakby nie był w stanie się podnieść. Nie było tam miejsca, żeby się zatrzymać, spojrzałam tylko na numer bloku obok i wzięłam więc od razu telefon i dzwonię na nr 112. Odbiera dyspozytorka, mówię, co widziałam i że nie wyglądało do dobrze – nie wiem, czy mężczyzna był pod wpływem alkoholu czy zasłabł, ale chyba potrzebuje pomocy. Pani dyspozytorka mówi z lekkim wyrzutem „to mogła się pani zatrzymać” odpowiadam, że nie miałam takiej możliwości, ona przełącza mnie na pogotowie, bo, jak twierdzi, w takich przypadkach tak robią. Zatrzymuję się na pobliskiej stacji benzynowej (bo i tak musiałabym z niej skorzystać), czekam na połączenie. Trwa to dłuższą chwilę, syn zaczyna się niecierpliwić. W końcu odbiera kolejna pani, które znowu od początku opowiadam, co widziałam. Dziecię mocno się już niecierpliwi, czemu daje wyraz na tyle głośno, że muszę go przekrzykiwać, żeby opowiedzieć pani co i jak – a że rozmawiam przez zestaw głośnomówiący, pani dyspozytor na pewno też go słyszy. Jak już skończyłam mówić pani mocno podniesionym głosem i z wyraźną złością wyrzuca z siebie jednym tchem: „Trzeba się było zatrzymać! Przyjęłam zgłoszenie” i rozłącza się nawet nie dając mi możliwości odpowiedzenia. Mówiąc, że mnie zatkało skłamałabym, bo owszem powiedziałam parę niecenzuralnych słów z wrażenia. Poczułam, jakby ktoś dał mi w twarz. Zostałam zrugana za niewystarczającą reakcję. To była ruchliwa ulica, w tym samym czasie przejeżdżało tamtędy ileś innych samochodów, po chodniku chodzili ludzie, obok jest kilka dużych bloków, które mają mnóstwo okien, ludzie chodzą z psami, wracają do domu. Mężczyzna leżał jednak sam. Nie byłam też którąś z kolei osobą, która dzwoniła, żeby to zgłosić. Nie była to też pierwsza w życiu moja reakcja na ludzką krzywdę i wielokrotnie wcześniej, gdy reagowałam słyszałam od różnych, także bliskich osób „po co Ci to?” „jest tyle ludzi dookoła, niech ktoś inny pomoże”; „nie narażaj się” (gdy dzwoniłam bo widziałam, że kogoś biją, albo podchodziłam do osób wyraźnie poranionych lub pod wpływem alkoholu); „dlaczego to zawsze Ty musisz pomagać?”. Nie wiem dlaczego, nie wiem, czy zawsze i raczej nie muszę. Ale jeśli tylko widzę, że komuś dzieje się krzywda to reaguję w miarę swoich aktualnych możliwości. A tym razem zostałam potraktowana przez dyspozytorkę jak jakaś obojętna podła istota (tak się w każdym razie poczułam). I jestem pewna, że wiele osób po takiej sytuacji zadało by sobie pytanie „to po co mi to?” lub stwierdziło „jak wy mnie tak traktujecie, to więcej nie zadzwonię!”. Od reakcji pani dyspozytor zależy nie tylko zdrowie i życie tego człowieka, w którego sprawie się dzwoni, ale także swoim zachowaniem buduje (lub rujnuje) postawę dzwoniącego. Moją miała okazję zrujnować, bo przez resztę wieczoru czułam się podle. A wystarczyłoby, żeby, zamiast zakładać moją złą wolę, powiedziała „dziękuję za zgłoszenie”. Czy to takie trudne?

piątek, 17 lipca 2015, kompasosobisty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: